Nihillismo

z cyklu: blogowa żenada w praktyce

może nie każdy

Skomentuj »

Co się właściwie zmieniło? Moje obecne zajęcie wymaga myślenia. Największy plus i największa bolączka jednocześnie. Z jednej strony, kiedyś jęczałem, że myśleć specjalnie nie muszę. Niewiele się działo, nic się nie zmieniało. Teraz się dzieje. Więcej niż mógłbym ogarnąć, zwłaszcza w osiem godzin, które też jakoś się skurczyły. Czasu wystarcza akurat żeby się prześlizgnąć przez to co najważniejsze o sytuacji, w której wszystko jest zrobione można zapomnieć. Dałem palec, zabrało mi rękę. A teraz wsadza nogę między drzwi żeby zabrać jak najwięcej z tych ochłapów, jakie jeszcze mi zostały.

*   *   *

Z jednej strony, trochę człowiek sam sobie winien. Nie potrafi zostawić wszystkiego i po prostu iść do domu, zawsze w głowie przywlecze dane, raport, analizy i wykresy. Te zrobione i te do zrobienia. Nierozwiązany problem to coś, czego przełknąć po prostu się nie da. Brak problemów do rozwiązania to coś, czego ot tak przełknąć się nie powinno.

*   *   *

Może nie każdy się do tego nadaje. Trzeba umieć przełknąć brak kontroli i płynąć z prądem. Ale jeśli płynąć, to z godnością. Wierzgając od czasu do czasu.

Written by nihillismo

Luty 21, 2012 at 8:05 pm

Napisane w Uncategorized

mocne postanowienie poprawy

Skomentuj »

Jak zwykle o tej porze roku, czekam na lato. Sprawdzam długoterminowe prognozy czekając na punkty zwrotne w rodzaju ostatniego dnia z opadami śniegu, ostatniego dnia z temperaturą poniżej zera. Na razie rokowania są kiepskie.

*   *   *

Zawsze miałem wrażenie, że robienie kilku rzeczy na raz jest dowodem posiadania sporych umiejętności organizacyjnych, a może nawet szerzej – zdolności intelektualnych. Do czasu gdy nie dowiedziałem się jak dalece pojęcie multitaskingu daje się rozciągać. Po przekroczeniu pewnej granicy, każda napływająca porcja informacji jest jak kolejny gwóźdź do trumny, a człowiek zaczyna się rozglądać w poszukiwaniu wysokiego budynku lub kawałka sznurka i wytrzymałej gałęzi. Jeżeli przyjmowanie do wiadomości kolejnych poleceń lub przetwarzanie mailowych ponagleń, zapytań, próśb, gróźb i wyrazów uznania (to ostatnie niezmiernie sporadycznie, bo by się człowiek jeszcze zanadto rozbestwił) odbiera coraz to więcej z dostępnego czasu pracy, coś jest zdecydowanie nie w porządku.

Mocne postanowienie: zmienić ten stan rzeczy. Chociaż w przypadku ciężkiego control-freaka nie będzie to łatwe. Bo to nie chodzi o to, że się ktoś obrazi albo udzieli reprymendy. Chodzi wyłącznie o to, że wszystko musi być pod kontrolą. Już i natychmiast.

Wnioski? Nie być na każde zawołanie – bo nikt oprócz mnie chyba tego nie oczekuje. Nie odpowiadać na maile w minutę po ich otrzymaniu, choć człowieka korci, palce świerzbią i już w myślach odpowiedź majstruje. Żeby uniknąć takich pokus – pocztę sprawdzać w z góry ustalonych odstępach czasu. Telefonu nie odbierać podczas pracy nad szczególnie ważnymi zadaniami. Pierwszy krok w drodze do normalności.

*   *   *

Podobno robienie kilku rzeczy na raz obniża IQ o 10 punktów, co jest równoznaczne nieprzespanej nocy lub byciu pod umiarkowanym wpływem środków odurzających. Może to i bzdura, ale przekonuje mnie wystarczająco żeby spróbować się tego nawyku pozbyć.

*   *   *

Czekam na lato. I jak co roku obiecuję sobie, że tym razem będę doceniał, że jest. Będę częściej poza domem, w plenerze, na każdy weekend wyjazd za miasto. Obiecuję sobie jak co roku.

Written by nihillismo

Luty 19, 2012 at 9:49 pm

Napisane w Uncategorized

deficyty

z jednym komentarzem

Świadczyć to miało podobno o dojrzałości i normalności. Moim zdaniem nie miało nigdy nic wspólnego ani z jednym, ani z drugim. Stanie pod ścianą było niedopuszczalne.  Z niezrozumiałych dla mnie względów deficyty w tej sferze postrzegane były jako przejaw wstydu. Nie wstydziłem się, bo i czego niby miałem się wstydzić w takiej sytuacji? Po prostu miałem to gdzieś. Nie odczuwałem takiej potrzeby. Dla świętego spokoju, wbrew sobie, w nerwach (nie mających ze wstydem nic wspólnego) w końcu odstawiałem szopkę, trafiając zazwyczaj na 4:22 albo i dłużej.

*   *   *

Fallout 3 którego z opóźnieniem w końcu zdobyłem nie rozczarował mnie. Oczywiście, w dwójce supermutanta nie dało się zabić deską z gwoździem (nikomu by chyba taka próba nawet nie przyszła do głowy), a gra nie sprowadzała się do ciągłego chodzenia po wyglądających niepokojąco podobnie zniszczonych tunelach metra. Jednak klimat ciągle ten sam. Strzępy ludzkości rzucone na wypaloną od eksplozji nuklearych ziemię, masa świrów próbujących zaprowadzić porządek lub chaos, w zależności od własnego uznania. Dodatkowe smaczki w postaci grającego z Pip Boya radia, zadziwiający world building. Wciąga jak diabli.

*   *   *

Wybór zazwyczaj był przypadkowy. Potem tak czy owak dopowiadywano sobie w żałosny sposób resztę, insynuując rzeczy bardzo nieprawdopodobne między przedstawicielami naszego gatunku na takim etapie rozwoju. No, czasem może wybór nie był przypadkowy, ale wtedy skutki były jeszcze bardziej tragiczne. Z jakiegoś powodu trafiałem zawsze na 4:22 albo i dłużej. Nie mówiąc nic czekałem krążąc w kółko i wciągając nosem zapach dezodorantu pochodzącego z pobliskiego kiosku albo szamponu gwarantującego zbliżone doznania. Nie miałem problemu z rękami, bo lata spędzone na kujawiakach i mazurkach doskonale mnie nauczyły umieszczania ich na właściwej wysokości. Czekałem myśląc o wszystkim – liczyłem ilość obrotów, zastanawiałem się czy jako taki układ krążący wokół własnej osi posiadamy już własne pole grawitacyjne, albo obserwowałem inne układy podwójne, które były w przeciwieństwie do mnie ze swojego położenia zadowolone.

*   *   *

Wszystkie wpisy opierają się tutaj na podobnym schemacie, co uznaję za żenadę na piątkę z plusem. Z drugiej strony, tak właśnie chyba wygląda mój tok myślenia – wątek przewodni, i uciekające na boki wątki drugorzędne. Jakimś cudem i stosowaniem pokrętnej myślowej dyscypliny, ten pierwszy udaje się czasem utrzymać.

*   *   *

To nie strach przed dziewczynami, wstyd czy jakiekolwiek inne bzdury. To po prostu niewielkie potrzeby relacji międzyludzkich opieranych na idiotycznych fundamentach. Przypomniałem sobie o tym tylko dlatego, że usłyszałem dzisiaj 4:22 i z wątku mocno pobocznego zrobił mi się główny.

Written by nihillismo

Sierpień 7, 2011 at 8:51 pm

Napisane w Uncategorized

na nogach

Skomentuj »

W zasadzie tylko przez chwilę się nad tym zastanawiałem. Pomiędzy pierwszym, a drugim piwem. Ze względu na brak treningu i podupadające nieco ostatnimi czasy zdrowie, ilość ta wystacza do rozbudzenia niezbyt u mnie rozwiniętej od dłuższego czasu troski o losy bliźnich.

Tylko na przez chwilę, między pierwszym, a drugim piwem.

*  *  *

Odległość kątowa pomiędzy dwoma punktami na  kuli ziemskiej, od tej wyrażonej w kilometrach jest o wiele łatwiejsza do zniesienia. Kilometry od razu łatwo przeliczyć. Pójdę piechotą (wersja dla 50°03’41″N 19°56’18″E – pójdę na nogach) – godzina, pojadę samochodem – 10 minut. Gdy jednak ten pierwszy wskaźnik wynosi trzy miesiące, tydzień i 11 dni, można się przestraszyć. To cholernie daleko. Jak dla mnie wtedy – zbyt daleko.

Nie zrozumiem nigdy skąd wzięła mi się tendencja do takiego przeliczania. Teraz mam poniżej godziny. Właściwie to nigdzie nie muszę się wybierać, bo zmienił się punkt odniesienia. A może są dwa? Chociaż jak w układzie podwójnym.  masa nigdy nie jest jednakowa, tak i w moim przypadku obecne miejsce pełni funkcję (słusznie) dominującą.

Pewna aktorka, której nazwiska nie przytoczę bo nie ma to najmniejszego znaczenia (w każdym razie “uwielbiam ją” i jej kariera robi na mnie od wielu lat piorunujące wrażenie) wystąpiła kiedyś jako gość przed losowaniem totolotka. Z bliżej dla mnie niewyjaśnionych przyczyn zapytano ją co by zrobiła, gdyby wygrała kilka baniek, jakie w tym losowaniu były do wygrania ze względu na sporą kumulację. Odpowiedziała, że popłynęłaby w rejs rzecznymi szlakami Europy z Polski do Barcelony. Pomyślałem, że pierdzieli straszne bzdury.

A potem upewniłem się, że nie da się faktycznie przepłynąć przez Pireneje.

*  *  *

Nie da się przepłynąc przez Pireneje, ale można je przejść. Tak czy inaczej, wskaźnik ten w Jego wypadku oscyluje w okolicach 3-4 miesięcy. To cholernie daleko.

Written by nihillismo

Lipiec 16, 2011 at 8:48 pm

Napisane w Uncategorized

słabo

Skomentuj »

Pan własnego losu? Wolne żarty.

*   *   *

Powszechnie wszystkim znane mechanizmy gospodarki rynkowej (czy też raczej może rozchodzi się tu o gospodarowanie samo w sobie) skłoniły mnie do dobrowolnego wypadnięcia z grona zatrudnionych, by wrócić do niego na lepszych warunkach. Mogę chyba powiedzieć zachowując się odrobinę asekurancko, że prawdopodobnie mi się to udało.

Te same siły (korci mnie żeby napisać “kapitał” ale sobie daruję), które dały mi pracę, uznały za stosowne zabrać ją komuś innemu. Nie muszę mówić, że sytuacja w której ma się kontakt z drugą stroną takiej wybitnie jednostronnie korzystnej transakcji jest dość dziwna i mało komfortowa. O dziwo wszystko przebiega bezboleśnie.

*   *   *

Z pisaniem słabo.

Written by nihillismo

Czerwiec 13, 2011 at 6:14 pm

Napisane w Uncategorized

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.