breath
Nie potrafię docenić wyższości liturgii u Karmelitów nad tą u Kapucynów. Nie wiem czy Karmelici mają kapucyny, a Kapucyni karmelki. Nie wiem co powinienem pisać z wielkiej litery a za co ktoś mógłby się obrazić. Nie bardzo sobie wyobrażam robienie z tego “wielkiego halo”.
* * *
Zjeżdżając z góry moim ulubionym wąwozem w lasach nieopodal (30 km) mojego miejsca zamieszkania, swego czasu zrobiłem sobie krzywdę. Nie małą, bo oddech łapałem dłuższą chwilę, a kolejnych kilkanaście usiłowałem wstać. Coś się działo. Przez chwilę najważniejsze było, żeby w ogóle oddychać.
* * *
Nie ma nic gorszego niż problem, którego nie umie się rozwiązać. Ile razy popsuty (najczęściej w wyniku eksperymentów) komputer nie pozwalał mi zasnąć. Zasrany komputer. Wyprodukowana w Chinach kostka, której zasadę działania rozumiem tylko jak ktoś tłumaczy mi ją na zasadzie “płynie prąd/nie płynie prąd”. Choć to nie miało najmniejszego znaczenia, jakiegokolwiek wpływu. Problem, który nie został rozwiązany równa się nieprzespana noc.
* * *
“Stary, zamknąłem oczy jak to zobaczyłem”. Nie było wcale tak groźnie, przynajmniej nie z mojej perspektywy. Ale jednak zbliżający się zderzak spowodował, że zauważyłem oddech. Każdy kolejny. Głęboki i nasycony CO2.
* * *
Mam to gdzieś, nie zdam tego dzisiaj. Nawet nie chodzi o to, że nie umiem. Bo nie umiem. Ale nie mam ochoty dyskutować na ten temat. Zejdę schodami, bo on pewnie wjedzie windą. Przynajmniej widok jest stąd rewelacyjny.
* * *
Gdybym tylko wiedział wtedy, że oddycham. Nie był przerażony, że to co powiem zostanie odebrane, przeanalizowane, przetrawione, wykpione i zwrócone w postaci zbioru nic nie znaczących danych. Lub też prawidłowego wyniku i danych istotnych. Przyswajanie O2 i wydalanie CO2 działa tak samo. Proporcje zbliżone. Identyczny mechanizm. Analogiczne warunki środowiskowe. A mimo to obawa, że coś po drodze funkcjonuje inaczej i nie pozwoli dojść do jednego punktu.
* * *
Nie wiem już co chciałem prze to powiedzieć. Yoko i jej “oddychaj” mogą spadać na drzewo. Akceptować cudze oddychanie. Oddychać i być akceptowanym. To zupełnie coś innego.
Płynie prąd/nie płynie prąd: http://xkcd.com/722/
**
“A śnić będziesz, że wcale nie trzeba oddychać, że cisza bez oddechu to niezła muzyka.
Śmierć tylko taka.
Tylko tak żyć. I umierać tylko tyle.”
minstrelle
Kwiecień 8, 2010 at 8:27 am
Pominę jak zwykle większość twojego bajdurzenia i pozostanę przy pierwszym zdaniu: bo skoro chciałbyś dostrzec wyższość, to chyba najpierw musiał byś znaleźć jakąś wartość….
Co jak się okazuje wcale nie musi być takie trudne – trudniejsze za to jest utrafienie w “gusta” – bo jak ludzie są bardzo różni… tak i chyba to nasze zmaganie z wiarą i niewiarą jest szalenie indywidualne.
szymek
Maj 3, 2010 at 12:04 am
z ja każdym razem jak piszę coś na twojego bloga – to nie mogę się nadziwić skąd ten …. skubaniec bierze “avatara”
szymek
Maj 3, 2010 at 12:05 am
Minstrelle jak zwykle nie pomagasz. Ale masz rację.
nihillismo
Maj 3, 2010 at 12:30 am
Jak zwykle.
minstrelle
Październik 31, 2010 at 4:57 pm