Nihillismo

z cyklu: blogowa żenada w praktyce

przereklamowane

z jednym komentarzem

Tak oto przyszło mi złamać kultywowaną od wielu lat niechęć do samodzielnego prowadzenia pojazdów silnikowych. Przyjęcie perspektywy z lewego przedniego fotela wydaje mi się bardziej dziwaczne niż pociągające. Radzę sobie całkiem przyzwoicie, w kangura się nie bawię, a silnik mi nie gaśnie. Mimo to, mam cały czas mieszane uczucia. A może po prostu stary jestem i nowości przyswajam już trudniej i z mniejszą ekscytacją.

*   *   *

Nie sądziłem, że to kiedyś powiem. Nadmiar snu, a może nawet samo “wysypianie się”, szkodzi zdrowiu. Wszystkie czynności życiowe uległy spowolnieniu przynajmniej o 50%, a w niektórych wypadkach kilkukrotnie. Zamiast plasterka sera lub pół kromki chleba “bezniczego”, wyszukane śniadania. Czas na herbatę. Po nim czas na kawę.

*  *  *

Jazda samochodem jest dziwnym doświadczeniem. Póki co średnio podniecającym. Wiatr po twarzy nie wieje, deszcz nie pada, dziury omija się trudno a już na pewno nie można ich przeskoczyć. Człowiek się nawet nie może zmęczyć, nie czuje ile przejechał, jedynie kręgosłup napierdziela, ale to już wszystko jedno chyba czy prowadzi się samochód czy siedzi na Facebooku. W środku cicho, ciepło i przytulnie. Wrażenia dokładnie jak z gry komputerowej. Sądzę, że po przywaleniu w coś samochodem chwilę trwa zanim do człowieka dotrze, że to się stało naprawdę. No chyba, że sobie łepetynę rozwali. Prawdopodobnie pierwszą moją reakcją nawet na zwykłą stłuczką byłoby odruchowe szukanie opcji “try again”. Dopiero problem z jej znalezieniem, dokonująca się szybko w głowie kalkulacja szkody i krótka chwila zastanowienia dlaczego to była wina tego drugiego a nie moja, bezlitośnie łączą taką sytuację z rzeczywistością.

*  *  *

Chciałbym panikować w związku z moją obecną sytuacją, ale chyba nie umiem. W każdym razie siebie nie przekonałem i ciągle jestem dziwnie spokojny. Dżos.

 

Written by nihillismo

Luty 8, 2011 at 5:33 pm

Napisane w Uncategorized

Zaimków moc

Skomentuj »

Jedno i drugie ma ochotę na kawałek ciasta. Wystarczy dla obojga. Stoją i przyglądają się, nikt nie ma ochoty wyciągnąć ręki jako pierwszy, bo to nieelegancko i jakoś się nie godzi. W końcu jedno się decyduje. Drugie reaguje natychmiast, zarzucając mu chciwość i egoizm. Że mu nie zależy. Że właściwie to w ogóle o niczym nie myśli tylko o sobie. I że w takim razie to drugie może sobie teraz brać dwa razy tyle, skoro pierwsze w ogóle śmiało rękę wyciągnąć w akcie chciwości. Drugie nie pozostaje dłużne. Jak to dwa razy tyle? Czy gdyby pierwsze nie wyciągnęło pierwsze ręki, to drugie by i tak tyle wzięło? I kto tu jest chciwy? Komu nie zależy? Kto myśli tylko o sobie?

*  *  *

Wcale nie przynosi ulgi. Kończy pewien cudowny jak się okazuje etap, kiedy jeszcze wiele rzeczy można sobie doskonale wytłumaczyć. Nawet jeśli robi się więcej niż na taką sytuację przystało.  No bo się nie da, bo nie pora na to. Przyjdzie czas, jak już to wszystko będzie skończone. Teraz nie mogę, bo muszę. No może nie muszę, ale skoro już cztery lata za mną, to rok jeszcze powinienem. Tak będzie rozsądniej. Jeszcze nie teraz, bo są pewne priorytety. Teraz priorytet się kończy. Nie ma już usprawiedliwienia.

*  *  *

Wystarczyłoby zapewne ciachnąć po połowie. Zamknąć jadaczki. Nie zastanawiać się i nie doszukiwać. Jedno i drugie.

Written by nihillismo

Październik 4, 2010 at 9:43 pm

Napisane w Uncategorized

Bagdad

z jednym komentarzem

Trzy złote lądują na ladzie. “Zimne”. Sprzedawczyni od razu wie o co chodzi.

*  *  *

Nie wiem już, czy chce mi się rzygać na myśl o konieczności pisania pracy magisterskiej, z powodu bólu głowy, który zapewne zawdzięczam panom napierdalającym ciężkim sprzętem pod moimi oknami, czy też od smrodu rozgrzanej smoły, którym mnie raczą. “Jak was stać żeby tutaj mieszkać i coś wam się nie podoba, to się możecie wyprowadzić” usłyszała starsza kobieta skarżąca się na brak możliwości dojścia do domu. A ja nauczyłem się, że wiadra otwiera się siekierą.

*  *  *

Stoliczek z kostki brukowej ułożonej na palecie. Dyskusje o smoleńskiej katastrofie, dupczeniu, sąsiadach, policji i psich szczynach. Ktoś idzie do pobliskiego baru, bo taką chyba funkcję zaczął spełniać sklep nieopodal. “Jedną”. Wiśniowe coś wjeżdża na ladę. Następny. “Jedno”. To ekwiwalent “zimnego”, o którym wspominałem wcześniej. “Zimne” na wsi, “jedno” w mieście. Różnica pomiędzy “jedną” a “jednym” to około trzech złotych.

*  *  *

Ludzie są przewidywalni. Co noc ktoś wpada na pomysł “ej chodźcie poprzewracamy wszystkie te barierki które rozstawili tu robole i będzie fajnie”. Co rano ktoś je ustawia. Czasem ktoś bardziej kreatywny nasra do wykopu. W “Bagdadzie” wolno teraz wszystko.

*  *  *

“Ale ja chciałem nasikać na siedzenie” powiedział ktoś wybitnie żałosny, szarpiąc się z drzwiami do szoferki koparki, odciągany przez nieco zażenowane, ale jednak ucieszone niewiasty. To obsikiwanie wszystkiego ma chyba jakieś znaczenie rytualne. Kilka dni później, przez otwarte okno dobiegła do mnie wypowiedziana płaczliwym tonem prośba: “ej Piotrek, chodźmy obsikać “dziesiątkę”, proszę”. Ludzie stworzyli kulturę i sztukę żeby ukryć swoją fascynację procesem wydalania. Jak ktoś nie jest szczególnie związany z kulturą, to mu po prostu takie zainteresowanie wraca.

*  *  *

Powoli wolność się kończy. Na nową ulicę zaczynają po dłuższej przerwie wpadać patrole. A w Bagdadzie wolno było wszystko.

Written by nihillismo

Lipiec 24, 2010 at 3:44 pm

Napisane w Uncategorized

shanti

z jednym komentarzem

Dopóki to ja tłumaczę, objaśniam, demonstruję – wszystko jest w porządku. Nie chodzi nawet o fakt, że komuś coś udowadniam, bo udowadniam głównie sobie. Jeszcze nadążam, jeszcze jestem w stanie się względnie wszystkiego nauczyć (oczywiście nie w stopniu mistrzowskim, ale przynajmniej na poziomie podstawowym). Jeszcze nikt mi nie może powiedzieć, że sobie z czymś nie poradzę albo nigdy nie zrozumiem. Jeszcze.

*  *  *

Walka z własnymi słabościami, ale jednocześnie relaks. Znęcanie się nad sobą i jednocześnie poczucie wejścia na wyższy szczebel. Mniam.

*  *  *

Kilkuletnie dzieci są mi w stanie skopać tyłek w większości gier komputerowych, a spora część zasad (jak np. latanie za złotą, skrzydlatą kulką na miotle) pozostaje dla mnie mocno niezrozumiała. Niedługo zapewne pojawią się interfejsy użytkownika, które nie będą dla mnie w żaden sposób intuicyjne (za to będą dla ludzi, którzy urodzili się mniej więcej na etapie mojego pierwszego w życiu papierosa). Będę się wściekał, że głupia maszyna “sama” coś zrobiła i wołał kogoś młodszego żeby coś z nią zrobił.

*  *  *

Poczucie sprawowania kontroli nad wszystkimi aspektami życia i wszechogarniający spokój wzbudzają we mnie niepokój. W ten sposób mam wszystko czego mi trzeba. Niby nic się nie dzieje, ale rozglądam się uważnie po okolicznych krzakach przygotowany na to, co może z nich wyskoczyć.

Written by nihillismo

Czerwiec 17, 2010 at 8:43 pm

Napisane w Uncategorized

Parivrtta trikonasana

Skomentuj »

- Dlaczego nie zacząłeś po prostu chodzić w takim razie? -

*  *  *

Stoisz. Po prostu stoisz, ale pot leje się strumieniami. Dociskasz mocniej stopy do podłoża, ale zapominasz o kolanach. Robisz z nimi co trzeba, ale uciekają ci barki. Poprawiasz je, wyciągasz się, ale zapominasz o stopach. Wszystko masz poprawione, pocisz się, stękasz – bo zapominasz o oddychaniu. Dowiadujesz się o istnieniu wielu mięśni, które do tej pory miały wolne. Wszystko się rozciąga, trzeszczy, stawy strzelają. A do tego usiłujesz nie napinać mięśni twarzy. To moje nowe hobby.

*  *  *

- Nie wiem, wydawało mi się zawsze, że trzeba wcześniej przygotować się teoretycznie, przeczytać kilka książek, przemyśleć wszystko na spokojnie. Jak można, ot tak, po prostu zacząć coś robić? -

*  *  *

Zainteresowanie własnymi łydkami (i nie tylko) jest wskazane, o czym już wiele lat temu pisał taki jeden, straszący teraz od czasu do czasu licealistów.  Tak wszechstronna forma aktywności jest tylko jedna. Tempo – jakie chcesz. Partie mięśni – jakie chcesz. Efekty dodatkowe (rozluźnienie/pobudzenie) – jakie sobie życzysz.

Motywacje też są przeróżne. Najważniejsze, że nikt o nich za wiele nie mówi. Słuchanie o tym co ludzi napędza do jakiejś formy aktywności skutecznie potrafi ją obrzydzić. Nikt nie ewangelizuje. Każdy chowa ego do kieszeni. Z małymi wyjątkami, oczywiście.

*  *  *

Jak już coś robić, to robić całym sobą. Nie zamierzam się oczywiście połamać, nie zamierzam wprowadzać rygoru w jakiejkolwiek dziedzinie życia. W ogóle niczego nie zamierzam, bo to się już po prostu dzieje. Dzień bez praktyki to dzień stracony. Dzień z praktyką wlecze się i sprowadza się do pokornego czekania na nią. Zwariowałem i uzależniłem się. Na szczęście stan ten się pogłębia.

*  *  *

Czasem ktoś musi przyjść, złapać za frak i powiedzieć coś w rodzaju: “Idioto, nie zastanawiaj się, tylko zrób to”. Ten ktoś potrafi ująć to o wiele ładniej.

Written by nihillismo

Maj 19, 2010 at 9:22 pm

Napisane w Uncategorized

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.